09.11.2017

81. Kot Leon

Mam nadzieję, że się stęskniliście. Bo ja nawet trochę. Oszczędzę Wam tłumaczeń, czemu mnie nie było. Dziś z innej beczki, ale do cyklu o sukienkach jeszcze wrócimy, bo pojawił się nowy egzemplarz w kolekcji. Jest też pomysł na kolejny cykl.
A tymczasem przestawiam Wam kota Leona!


06.08.2017

80. Kotki z kołnierzykiem

Dziś ostatnia sukienka z serii, jednak to nie koniec całego cyklu! Podsumujemy sobie jeszcze całą serię i będzie też post diy, dość luźno związany z treścią postów. 
Być może cykl zostanie kiedyś uzupełniony o kolejne pozycje, na razie na tym poprzestanę.
Dalej szalejemy z kolorem, wzorem, formą.

 

30.07.2017

79. Malinowy sorbet

Zawsze robią na mnie wrażenie typy kobiecej urody, które mogą sobie pozwolić na minimum środków, a wyglądają na maksimum możliwości. Np. kobieta ma na sobie prostą czarną sukienkę, całkiem, bez zaznaczonej talii, bez ozdobników, zaszewek, prosta fryzura i bardzo delikatny, wręcz niezauważalny makijaż i wygląda jak milion dolarów. Zazdroszczę kobietom, które mogą ubrać szarość, beż, jakiś zgaszony, mało zdecydowany kolor i wyglądać intrygująco. To takie kobiety, których uroda dziwnie gaśnie pod "ciężarem" wzorów i kolorów. Ja do tej grupy zdecydowanie nie należę. Żałuję czasem. W moim wypadku trzeba naprawdę mocnego środka wyrazu, by podkreślić, to co najlepsze. Mocny kontrast, wyraźny wzór, czysty kolor w chłodnym odcieniu - taki bezkompromisowy. Że wiadomo, że to róż, nie żadna zgaszona landrynka, że to lazur, nie jakiś dżinsowy odcień, biel musi być bielą, a czerń czernią. To co dla niektórych jest nadmiarem, dla mnie jest neutralem. Tak jak w wypadku tej sukienki, którą dziś Wam przedstawię. To kolejna z serii "siostra". Zapraszam.